Co ma bieganie do realizacji celów? Mój pierwszy półmaraton i lessons learned.


Dzisiejszy post jest nieco bardziej prywatny i nie dotyczny bezpośrednio zarządzania projektami, ale myślę że wnioski jakie wyciągnęłam podczas swojego pierwszego półmaratonu mają bardzo dobre przełożenie na inne sfery życia, także te biznesowe.

W maju tego roku, po raz pierwszy w życiu, przebiegłam dystans 13.1 mili, czyli 21 kilometrów. Mój pierwszy półmaraton – Hackney Half 2018.

Lubię biegać. Jest to mój ulubiony sposób na rozładowanie stresu, uporządkowanie myśli i złapanie dystansu, o który czasami trudno w codziennej gorączce. Najczęściej właśnie podczas biegania wpadam na najfajniejsze pomysły, rozwiązania problemów, a umysł podrzuca mi interesujące myśli, które później tak mnie absorbują, że ani się nie obejrzę a już jestem w połowie trasy 🙂

A że nie biegam „na czas” przy 21 kilometrach na myślenie miałam go sporo 😉

Wtedy też, w tłumie 20 000 (tak, dwadzieścia tysięcy!) biegaczy dotarło do mnie jak bardzo bieganie oddaje to, z czym mamy do czynienia na co dzień – także podczas zarządzania projektami.

Oto sześć lekcji, które wyniosłam nie tylko z tego biegu, ale z biegania generalnie:

PLAN & PREPARE: zaplanuj realizację swojego celu i przygotuj się do niej.

Jeśli nie planujesz, planujesz sobie kłopoty.

Start w zawodach trzeba zaplanować, zwłaszcza jeśli jest to Twój pierwszy bieg na danym dystansie. Jednak nawet wtedy, gdy jest już którymś z kolejnych, wypada odpowiednio zaplanować i przygotować się do startu. Inaczej będą wyglądały przygotowania do krótkiej, 5-cio kilometrowej jesiennej przebieżki po trasie którą już znamy, a zupełnie inaczej udział w biegu na 21 kilometrów w letnim skwarze, po nieznanym terenie i w towarzystwie tysięcy innych uczestników.

Oczywiście, z każdym kolejnym biegiem jest łatwiej – wiesz dokładnie co powinieneś przygotować, jak wcześnie pojawić się na miejscu, jaki strój biegowy jest dla Ciebie najwygodniejszy i tak dalej.

Jednak tak czy inaczej – każdy bieg jest inny i wymaga indywidulanego planu. Nawet wtedy, kiedy jesteś doświadczonym długodystansowym biegaczem a masz przed sobą start na 10k, nie zmienia to faktu, że zaplanować go trzeba. Musisz chociażby przestawić się mentalnie na inny dystans i inaczej rozłożyć siły.

KEEP YOUR ENERGY LEVELS UP: zadbaj o odpowiedni poziom i rozłożenie energii.

Na pustym baku nie pojedziesz.

Ważne jest nie tylko to, jak odżywiamy się przed startem w zawodach. Aby dobiec cało (a najlepiej – radośnie!) do mety, musimy zadbać o odpowiednie odżywienie i nawodnienie naszego organizmu w trakcie całego wysiłku. Zwłaszcza na długich dystansach i kiedy z nieba leje się żar, jak było podczas Hackney Half. Sama mijałam po drodze ludzi, którzy „odpadli” na trasie – podejrzewam, że część z nich zwyczajnie nie zadbała o odpowiednie nawodnienie i dostarczenie sobie dawki węglowodanów podczas biegu.

Przygotowując się, nie tylko do biegu, ale także do każdego innego wyzwania, powinniśmy przeanalizować zadanie jakie przed sobą stawiamy pod kątem wysiłku jaki będzie nam potrzebny żeby je zrealizować, oraz naszej kondycji, i zaplanować odpowiednią strategię działania.

Podczas Hackney Half świetnie sprawdziły się u mnie żele energetyczne (które przetestowałam na sobie wcześniej – co by nie było niespodzianek w dniu zero) i żelki rozdawane na trasie, dzięki którym udało mi się dobiec do mety.

UP AND DOWN: bądź gotowy na wyzwania i pamiętaj, że po deszczu wychodzi słońce.

Pamiętam, jak będąc już na trasie przeklinałam po cichu cały ten bieg, bo przecież trasa miała być „płaska”. A tu, co jakiś czas, bam! Podbieg. I następny. Ale wiesz co? Tak mocno jak rzucałam przekleństwami na trasę kiedy szła do góry, cieszyłam się kiedy zbiegałam z górki  Wyzwania pojawią się zawsze, takie czy inne, i żeby móc osiągnąć swój cel trzeba być gotowym na trudne momenty. Ale to, co pomoże nam wtedy wytrwać „na trasie” to świadomość tego, że za jakiś czas będzie z górki.

PS: Te podbiegi w rzeczywistości wcale nie były takie straszne, ale kiedy biegłam, mega zmęczona i z jedną tylko myślą w głowie – żeby dobiec do mety – wydawały mi się strome i częste. Zdecydowanie zbyt częste. Czy nie podobnie jest w życiu?

DO NOT GET DISCOURAGED: nie daj się!

Krok po kroku, byle do przodu (i we właściwym kierunku).

Kiedy obok mnie przebiegali szybsi biegacze i kiedy to ja mijałam biegnących wolniej, uświadomiłam sobie prostą, ale bardzo ważną rzecz: zawsze będą szybsi ode mnie. Ale ja nie muszę absolutnie z nikim konkurować. Mamy różne cele i aspiracje, różne doświadczenia, różną liczbę przebiegniętych kilometrów, kondycja też jest kwestią bardzo indywidualną.

To co jest ważne, to praca nad samym sobą – wyciąganie wniosków i lekcji na przyszłość. Starając się kogoś dogonić, nigdy nie będziemy z siebie zadowoleni, bo zawsze będą szybsi i sprawniejsi od nas.

To ja sama muszę być wyznacznikiem swoich postępów, nikt inny. A to co jest dla mnie przede wszystkim ważne, to czerpanie radości z biegu. Nie biegam dla czasu i miejsc w rankingach. Biegam, bo lubię 🙂

YES YOU CAN: nie ma rzeczy niemożliwych, chyba że sam tak zdecydujesz.

Na swój pierwszy półmaraton zapisałam się jakieś dwa, trzy lata temu. Nie miałam ani kondycji, ani kilometrów w nogach, ale za to dużo zapału i upartości. Niestety, dwa tygodnie przed datą biegu dość poważnie skręciłam kostkę. Nie było mowy o tym, żebym przebiegła 20 metrów, o 21 kilometrach nie wspominając.

Przez następne półtora roku, każdy dłuższy bieg moja stopa odchorowywała następnego dnia. I ubzdurałam sobie, że nigdy nie dam rady przebiec dystansu półmaratonu.
A teraz? Teraz wiem, że była to bardziej bariera mentalna niż ograniczenie fizyczne. Wszystko da się zrobić, jeśli tylko faktycznie tego chcemy, jesteśmy gotowi przeznaczyć na to czas, energię i mamy świadomość że, cóż, być może będzie się to musiało odbyć kosztem innych rzeczy.

Nigdy, nikomu (także samemu sobie) ani niczemu, nie pozwól na stawianie sztucznych granic na drodze do Twojego celu. Jedyne ograniczenia to te w Twojej głowie.

ENJOY THE ATMOSPHERE & HAVE FUN: ciesz się chwilą.

Motywacja na drodze do celu jest absolutnie niezbędna.

Absolutnie uwielbiam zorganizowane biegi. Gdybym tylko chciała mogłabym biegać codziennie po lokalnych leśnych ścieżkach, ale samotny bieg (choć bardzo je lubię) to nie to samo co bycie częścią wielkiego tłumu biegnącego razem w jednym kierunku.

To jest jak przeniesienie do zupełnie innego wymiaru 🙂 Uwielbiam tę atmosferę przed samym biegiem, emocje towarzyszące oczekiwaniu na start i przekraczaniu linii startu. O mecie nie wspominając! Ale żeby dobiec do mety, poza odpowiednim przygotowaniem do biegu, czasami (często!) potrzebne jest wsparcie i motywacja na trasie.

Podczas Hackney Half było to coś, czego na pewno nie brakowało. Atmosfera była niesamowita! Bieg odbywał się ulicami zamkniętymi dla ruchu samochodów. Mieszkańcy okolicznych domów stali wzdłuż trasy i dopingowali na milion sposobów. Niektórzy stali z koszami pełnymi jelly bears i innych energy-boosters, inni podawali butelki wody. Ale przede wszystkim klaskali, grali na gitarach i bębnach, przybijali piątki i krzyczeli „well done!”i „keep going!”. Uwierz mi, nawet kiedy naprawdę masz już dość i nie wiesz czy dasz radę dobiec do końca, taka dawka pozytywnej energii skutecznie przepędza wszelkie wątpliwości i pomaga poradzić sobie z kolejnym kilometrem. I następnym 🙂